Archiwum Tygodnika NIE

Przychodzi baba do biskupa

Numer: 48/2009
Autor: BOżENA DUNAT
Strona: 11

BOŻENA DUNAT

Przychodzi baba do biskupa

Staruszka najpierw obdarowała biskupa, a teraz chce odebrać majątek. Zarzuca arcyfioletowi grzech niewdzięczności.

Marianna Przyborowska z Ostrołęki ma 86 lat. 10 lat temu dobra doczesne oddała biskupowi. W zamian diecezja łomżyńska zobowiązała się spełnić jej życzenia. Pani Marianna chciała swych domu, komórki, studni, ogródka i podwórka aż do śmierci. Do tego kościelnej opieki.
Nie chcę do domu starców – zawarowała. I jeszcze: Chcę Domu Bożego na moim gruncie! Zastrzegła pochówek na cmentarzu w Rzekuniu, modlitwy za bliskich oraz za nią, kiedy umrze i nie będzie w stanie modlić się sama.
Kilka lat po podpisaniu aktu notarialnego pani Marianna powiedziała dość.
Bo biskup przekazał jej grunt i ją samą miejscowemu proboszczowi ks. Januszowi Tyszce. Jak rzecz, a przecież jest człowiekiem, powinni więc zapytać, czy w jej ocenie opieka proboszcza to to samo, co opieka księcia Kościoła. Ma wątpliwości, czy Bóg tak samo dobrze przyjmuje modlitwy hierarchy i zwyczajnego sukienkowego.
– Ciekawe, co by powiedzieli, gdybym cichaczem zamieniła 1,9 ha w mieście na taki sam kawał ziemi hen, w polu? – pytała. – Biskup nie byłby zadowolony, prawda? Bo ziemia budowlana jest warta 2 mln zł, a rolna 40 tys. – wywodziła.
Na domiar złego nie wybudowano na jej gruncie świątyni. Wprawdzie powstała tuż obok, ale na gminnej ziemi.
Odstępstwa od umowy skłoniły panią Mariannę do szukania sprawiedliwości w sądzie.
Sąd w Ostrołęce przyznał jej rację, ale Kościół odwołał się do Białegostoku. I wygrał.
Niedawno „Tygodnik Ostrołęcki” opublikował zdjęcia dokumentujące życie pani Marianny pod opieką księdza Tyszki. Brudny barłóg, zepsuta kuchenka, woda i kibel na podwórzu. Przedstawił też racje sukienkowego. Ks. Tyszka zapewnił, że chciałby podopiecznej pomóc, ale pomoc jest konsekwentnie odrzucana. Ostrołęcki proboszcz wywiązuje się więc z umowy opieki w ten sposób, że co miesiąc wpłaca 500 zł do depozytu sądowego.
Obity papą drewniak Przyborowskiej sąsiaduje ze świątynią Tyszki. Plącząca się po obejściu kobieta ubrana w kilka warstw brudnych ciuchów i jej trzy wychudzone psy psują wizerunek Kościoła kat. Zwłaszcza że ona manifestacyjnie wygraża w stronę Domu Bożego zaciśniętą pięścią. Nie zważa, że w kościele odbywają się uroczystości pogrzebu czy zaślubin. Usłyszy dzwon – wychodzi i macha. Przeklina pod nosem. A psy szczekają.
Te okoliczności spowodowały, że miejscowa społeczność naciska na proboszcza, aby problem załatwił.
I załatwia. Nie próbuje z nią rozmawiać. Nie skontaktował się z rodziną, która ma wpływ na starszą panią. Wspólnie mogliby wymyślić rozwiązanie do zaakceptowania dla wszystkich stron. Kościół ma inny pomysł. Ubezwłasnowolnienie i dom starców. Bez swoich psów pani Marianna zgaśnie w miesiąc – napisała do „NIE” jedna z sąsiadek.
Mam szczęście, bo u pani Marianny zastaję siostrzeńca. Przywiózł na rowerze żarcie dla niej i psów. Siedzą na koślawej ławeczce przed domem. Z pięknym widokiem na kościół.
Mężczyzna waha się: rozmawiać czy nie? Z jednej strony ksiądz się wścieknie, z drugiej i tak jest niezadowolony. Każdy przejaw troski o ciotkę traktuje jak dowód pazerności rodziny i zamach na przekazaną ziemię.
– Ciotka sobie radzi. W piecu napali, na dworzec pójdzie. Bo przy dworcu są sklepy. Ona ma ponad 1000 zł emerytury, powinno więc wystarczyć na chleb i do chleba bez księżej łaski. Ale chowa pieniądze i zapomina gdzie. Żadna to choroba, po prostu starość. Czasem z tego powodu głoduje. Opiekunkę mógłby ksiądz wynająć. Przecież nie musi mieć na głowie napisane, że jest od Tyszki – tłumaczy.
Przyznaje, że przyszło wezwanie na badania psychiatryczne. Ale ciotka włożyła kwit do szuflady i zapomniała o sprawie. Zauważył korespondencję po czasie. Nie wie, co powinien zrobić, nie zrobił więc nic.
Mój rozmówca zapewnia, że obity papą dom jest cieplejszy od murowanych, ale w połowie listopada potrzeba węgla. Staruszka śpi w kuchni, wystarczy tona. Kupić łatwo, ale za co? Przekonał ciotkę, żeby wzięła z sądu pieniądze odkładane przez proboszcza. Zgodziła się, umyła, zawiózł ją do miasta. Dowiedzieli się, że na ciotki koncie leży 12 500 zł. Ale nie może tak po prostu ich pobrać. Konieczne jest załatwienie kilku formalności. A do formalności ani on, ani ciotka głowy nie mają.
Pani Marianna ściska w dłoniach trzy podwójne kanapki upchnięte w foliowej torebce. Siostrzeniec byłby pewnie lepszym opiekunem niż biskup.
Kobietę trzyma przy życiu nadzieja. Jest przekonana, że odbierze swoją własność. Napali w piecu, aż trzeba będzie otworzyć okna, i kupi dużo mięsa dla psów.
Choć na razie dobrze nie jest. Ksiądz podzielił ziemię na działki budowlane i sprzedaje. Okazyjnie, po 100 zł za metr.

BOŻENA DUNAT
bdunat@redakcja.nie.com.pl