Archiwum Tygodnika NIE

Za organ i organistówke

Numer: 11/2004
Autor: Maciej Mikołajczyk
Strona: 12

Za organ i organistówkę

Motto: Księża mają celibat, ale na wszelki wypadek Pan Bóg zostawił im jaja i penisy. Zenon z Morzewa, kombajnista

– To teren prywatny. Każdego możemy wyrzucić na zbitą mordę. Nie straszny nam ani biskup, ani policja. Jak będzie trzeba, to i wpierdol spuścimy. – Kaziu już z tydzień siedzi z kolesiami przy ognisku. W dzień i w nocy plebanii pilnują. Jak się kto obcy zbliży do furtki, od razu w łeb. W strzeżonym budynku trzymają proboszcza. Całą dobę pod kluczem. Wypuszczają go tylko na msze. Przed ołtarz prowadzą jak więźnia. Skończy i z powrotem do paki. Telefon mu odcięli, gdyż zdarzały się pogróżki, a i ktoś mógłby wrednym szeptem księdza do ucieczki zachęcić.
Co tu kryć – wielebny sam z siebie chciałby czmychnąć. Ale mu nie dadzą.

Na bramie przed kościołem transparent: „W sporze pomiędzy władzą a ludem, lud ma zawsze rację – Jan Paweł II”. Lud to Kaziu i jego kumple. Władza to arcybiskup Muszyński. Przedmiot sporu to aresztant ksiądz Tadeusz Kobylarz, proboszcz parafii w Morzewie, gmina Kaczory, powiat Chodzież.

Kisił ogóra

Zanim lud wziął sprawy w swoje ręce, na biurku arcybiskupa wylądował donos. Jaka była jego treść? Kaziu wie, ale nie powie. Nikt ze stronników księdza Kobylarza pary z gęby nie puści. Ale w Morzewie mieszkają też przeciwnicy proboszcza. Ich chałupy wytropiliśmy bez trudu, bo flag biało-czerwonych nie wywiesili. Ci mówią chętnie: ksiądz Tadziu cyklicznie wkładał swe męskie mięsko w pewną mężatkę.

– Jakby na dmuchaniu się skończyło, nikt złego słowa by nie powiedział – diagnozuje Ryszard, morzewianin z krwi i kości. – Był kiedyś w pegeerach taki bystry kombajnista. Zenek mu było. Jak z ropą nakombinował, to skrzynkę wódki kupował. Chlało się i dyskutowało przyjemnie. Nad ranem, naładowany jak tir, sentencje różne wygłaszał. Kiedyś rzekł: „Księża mają celibat, ale na wszelki wypadek Pan Bóg zostawił im jaja i penisy. Nie można ich winić, że czasem ogóra zakiszą”. Piękne i celne. Ale Kobylarz kisił w mężatce. Mąż się dowiedział i babę przegnał. A to już sprawa państwowej wagi, bo klecha ma na sumieniu rozbite małżeństwo. No i organistówka. Pobudowaliśmy ją za swoje. A on ją sprzedał za naszymi plecami. Nie spodobało się to ludziom, więc donos do kurii skrobnęli. Nie anonimowy, tylko podpisany. Któregoś dnia wszystkich w kościele zamurowało: ksiądz ogłosił, kto podpisał doniesienie. Z imienia i nazwiska. Jakby mi coś takiego zrobił, podszedłbym do ołtarza, przyklęknąłbym, jak trza, a potem w mordę bym go zdzielił. Ale wyczytani nie mieli charakteru. Powiadomili tylko kurię i zagrozili, że oskarżą księdza przed sądem. Arcybiskup wystraszył się, że będzie musiał wybulić odszkodowanie, i zaraz wydał dekret o przeniesieniu księdza Tadzia do innej parafii.

Pleban w areszcie

Proboszcz spakował manatki i chciał rozkaz szefa posłusznie wykonać. Wtedy zleciały się ludziska. Zamknęli go na plebanii i już. Jak następca Kobylaka przyjechał z meblami, przepędzili drania na cztery wiatry.

– Tylko w dzwon uderzymy i od razu zleci się cała wieś. Bo wszyscy są za proboszczem – obwieszcza pani Teresa (na oko po pięćdziesiątce). – Przez te lata, co tu jest, odnowił kościół, plebanię, zrobił chodniki... I najważniejsze: zintegrował parafię. Nie ustąpimy, dopóki nie przyjedzie do nas Muszyński i nie powie nam w twarz, dlaczego księdza chce nam zabrać. Jak będzie trzeba, powiadomimy Watykan. Papież na pewno się za nami wstawi.

Jurna szuja

– Kobylarz zintegrował parafię?! – wykrzyknikowo dziwi się parafianka w średnim wieku. – Ci, co nie wywiesili flag, znaczy nie są za Kobylarzem, muszą chyłkiem przemykać się po wsi. Tylko czekać, aż dojdzie do mordobicia. Stróże sprzed plebanii nie przebierają w środkach. Chcą bronić księdza? Proszę bardzo. Ale niech nie pieprzą, że cała wieś jest za nim. To kłamstwo. Ksiądz jest jurna szuja. Niech pan popatrzy na gęby tych, co wystają przed plebanią. Miejscowe szumowiny. Jest tam taki, co ma czwartą żonę. W kościele chyba z 30 lat nie był. A teraz nagle zrobił się największym obrońcą proboszcza.

Intymne spotkania

– Ja tam jestem neutralny – wyjawia 26-letni Roman. – Prawda, nasz proboszcz swoje za uszami ma, ale jak chcą go wyrzucić za to, że miał coś z babą, to żeby było sprawiedliwie i innych powinni w cholerę wypieprzyć. Kaczory są 3 kilometry od nas, to wiemy, co tam się dzieje. Tamtejszy ksiądz intymnie spotyka się z pewną pochewką i nikt nie robi rabanu. A i łyknąć lubi. Mszę odprawia i na nogach się chwieje. Nieraz nie ma siły, żeby mówić. Razem z wójtem i szefem wodociągów imprezują, że siwy dym. Mówią na nich Ich Troje. Kiedyś wracali z jakiejś balanżki samochodem i znaki drogowe ścinali. Ale ksiądz z Kaczor udaje świętego. Potępił Kobylarza. Zakłamanie takie, że tylko pawie rzucać.

Czekając na papieża

Na razie czarni nie zdecydowali się na użycie świeckiego ramienia. Gliny, owszem, czasem dyskretnie pojawiają się w okolicy plebanii, ale na tym koniec.

– Delikatna sprawa – wyjaśnia komendant posterunku policji. – Dotąd nikt nie powiadomił nas o popełnieniu przestępstwa. My wiemy, że ksiądz jest zamknięty. Ale czy na własne życzenie czy wbrew swojej woli? Tego nie wiemy. Gdyby poinformowała nas o przestępstwie kuria albo sam ksiądz, to jesteśmy gotowi do natychmiastowej interwencji.

Ktoś puścił w obieg wieść, że wrogowie księdza Kobylarza powiadomili Ochotniczą Straż Pożarną: przed plebanią się pali! Strażacy ochotnicy ponoć błyskawicznie przybyli na miejsce i ognisko grzejące księżych strażników ugasili.

– Nie interweniowaliśmy pod plebanią ani nikt nie zgłaszał, że tam się pali – ze smutkiem mówi komendant OSP.

– Ale jest tam gorąco – dodaje towarzyszący mu strażak.

Kazik grzebie kijem w nieugaszonym przez strażaków ognisku. Ma dylemat. No bo co by zrobił, jakby do Morzewa przyjechał papież i kazał bezzwłocznie księdza Kobylarza uwolnić?

– Nie, papież nigdy by tego nie zrobił. Powiedziałby nam: „Bracia i siostry! Macie świętą rację. Kobylarz zostaje w Morzewie, a Muszyńskiego zwalniam”. Bo średniowiecze już dawno się skończyło.

PS Niektóre występujące w tekście imiona zmieniono.