Archiwum Tygodnika NIE

Ped do Boga

Numer: 09/2006
Autor: Iza Kosmala
Strona: 11

Pęd do Boga

Przedstawiamy księdza Wiesława Madziąga, proboszcza z Chojnic, najfartowniejszego kierowcę w dziejach Kościoła katolickiego.

Nie wiadomo nic o marzeniach młodego Madziąga, bo proboszcz mówi o sobie niechętnie. Nie wiadomo, czy jego idolem był polski papież Karol Wojtyła czy pijak i babiarz Charles Bukowski, czy brazylijski kierowca rajdowy Ayrton Senna, czy może wszyscy naraz. Wiadomo, że proboszcz na trzeźwo i po pijaku jeździ jak wariat. Miewa przy tym bardziej lub mniej przerażające wypadki i zawsze wychodzi z nich bez szwanku.

Parafia Matki Boskiej Fatimskiej bynajmniej nie pomstuje na swojego proboszcza. Przeciwnie – uwielbia wyczynowca, któremu sprzyjają niebiosa. Na święceniu samochodów, nie tylko policyjnych, proboszcz Wiesław Madziąg dorabia się kolejnych wypasionych fur, które trochę później miejscowi blacharze holują i klepią w ramach ofiary na Kościół. Większości wypadków proboszcza policja nie notuje, bo „to zwykłe kolizje” – wyjaśniają z zadowoleniem mieszkańcy Chojnic.

Ostatnia „kolizja” nie była jednak zwykła. Ksiądz Madziąg niespodziewanie zjechał na przeciwny pas, wjeżdżając na maskę samochodu jadącego z przeciwka.

Ten cud z proboszczem w Skodzie superb 2,5 TDI zdarzył się 21 stycznia 2006 r. około szóstej wieczorem. Ksiądz Wiesław wracał właśnie z kolędy. Niekiedy driftując mknął jak zwykle ulicami Chojnic, przy lusterku dyndał różaniec, a z głośników dudniła muza. Po czołowym zderzeniu maska volvo S70 fantazyjnie złożyła się w harmonijkę. Skoda proboszcza straciła zawieszenie, a lewe koło całkiem odpadło. Przypadkowi widzowie wybałuszyli gały jak bolończycy, gdy 1 maja 1994 r. na torze Formuły 1 zginął Ayrton Senna. Z volvo, w które wjechał proboszcz, wysiadł człowiek bez obrażeń. Ktoś otworzył drzwi Sskody – wypadł proboszcz Madziąg i zatoczył się na ulicy. Gawiedź wstrzymała oddech. Ksiądz Wiesław oparł się na czterech kończynach. Był cały i zdrowy, bez ran, zadrapań. Nawalony jak stodoła. Jak wtedy, gdy citroenem xsarą przypieprzył najpierw w betonowe płyty, z których zbudowane miało być nowe rondo w Chojnicach, a później w znak drogowy. Nie zdążył dmuchnąć wtedy w alkomat, bo wyjaśnił policjantom, że bardzo się spieszy na mszę.

Swego czasu ksiądz Wiesław zaliczył też dachowanie, ale chojnicka policja nic o tym nie wie. Odnotowała jedynie dwie ostatnie „kolizje” proboszcza Madziąga. O innych glinom nie wiadomo, chociaż mieszkańcy kłapią dumnie gębami wyliczając kolejne rozpieprzone fury księdza. Przełom nastąpił dopiero przy zderzeniu czołowym. Gliniarze powieźli wyklinającego Madziąga na badanie krwi do szpitala. Zakapowali w ten sposób, było nie było, swojego kompana. Ksiądz Wiesław łączył przecież proboszczowanie z funkcją policyjnego „stałego współpracownika”, a w praktyce kapelana policji. Przemawiał na policyjnym opłatku, dla policyjnych dzieci organizował niebieskiego Mikołaja, święcił policyjne samochody, a nawet samochody dla policyjnych psów – jak podarowany swego czasu drogówce i prewencji opel combo. Oficer prasowy chojnickiej policji jest bardziej lojalny – o proboszczu nie chce udzielać żadnych informacji do czasu otrzymania wyników badania krwi, które trwa już ponad miesiąc.

Proboszcz Madziąg ma wiele szczęścia. Chojniczanie są przekonani, że pochodzi ono od samego Boga. Na przykład Senna trzykrotny mistrz świata Formuły 1 po ciężkim wypadku na torze Imola zmarł w szpitalu w Bolonii z powodu licznych złamań i śmierci mózgu. Tak jak proboszcz – jechał szybko, tyle że na trzeźwo. Też tak jak proboszcz zjechał nagle z toru, uderzając w bandę. Senna był wtedy o rok starszy od Chrystusa i był to jego 9. rok w Formule 1. A od proboszcza Madziąga pobrano krew na zawartość alkoholu dopiero po dziesięciu latach jego proboszczowania w „Fatimie”. O tym, że Bóg bardziej jednak lubi Madziąga niż Sennę, świadczy głównie to, że proboszcz wciąż żyje.

Dlatego obrywają się mu także inne fuchy powiązane z roztaczaniem boskiej opieki. Ksiądz Wiesław pokropił m.in. najlepszą chojnicką restaurację Sukiennice prowadzoną przez Chińczyka, a nawet Zakłady Mięsne Skiba.

Poza kaskaderskimi popisami proboszcz wiedzie życie normalne. Jak każda gwiazda jest też bohaterem licznych opowiastek z mchu i paproci. Parafianie księdza Wiesława podkreślają, że proboszcz jest normalnym facetem – oprócz szmalu i dobrych fur ma też filmową urodę. Chojnickie dziewczęta porównują go do głównego bohatera „Rodziny Soprano” i opowiadają, być może konfabulując, że ksiądz daje im na dyskotekę, pod warunkiem że po dyskotece wpadną na plebanię. Być może jednak mówią prawdę, bo swego czasu w Chojnicach aż huczało, gdy proboszcz Madziąg zakablować miał bogobojnym rodzicom, że dziewczyny go molestowały. Starzy odesłali gówniary na leczenie psychiatryczne. Z kolei chojniccy dziennikarze opowiadają o rozbieranych fotach, które proboszcz i jego kumpel mieli sobie pstrykać przy różnych okazjach.

Inni doszukują się źródeł szmalu proboszcza kaskadera. Wspominają jego dawne biznesy, jak np. skład opału. To, że jest to interes proboszcza, wyszło przez głupotę zatrudnionego w składzie sprzedawcy. Na pytanie, czy można kupić węgiel na raty, odpowiedział, że musi zapytać księdza Madziąga, bo to on tutaj rządzi. Także lokalni bankierzy pamiętają proboszcza z tamtego okresu, gdy w sutannie przychodził po kredyty. Ma ksiądz Wiesław do zaciągania kredytów talent wybitny zresztą, czym wkurwia kuriewnych ekonomów. Ostatnio wziął kolejny – na budowę nowego kościoła parafialnego. A z tą budową wiąże się inny kontrowersyjny postępek proboszcza, który parafianie dobrotliwie mu wypominają. Z okazji fatimskich objawień w roku 2003 proboszcz Madziąg po raz pierwszy nie zorganizował koncertu, tylko skromny odpust. Powiedział, że zamiast balować, lepiej zbudować kościół. I razem z kredytem i odpustem sprawił sobie nowy wóz.

I tak żyje sobie proboszcz Madziąg na ziemi, swobodnie korzystając z jej uciech. W bożym imieniu panuje nad życiem i śmiercią swoją i innych, dając ludowi cenne w dzisiejszych czasach poczucie bezpieczeństwa i boskiej opieki.